Tam gdzie pachnie czekoladą - Krakowska Manufaktura Czekolady




Możesz przejść obojętnie albo się w niej zakochać. Już z daleka czułam, że na ulicy Szewskiej w Krakowie kroi się coś pysznego. To by było coś dziwnego gdyby nie udało mi się nie przylepić do sklepowej witryny. Od czekoladowej szachownicy i scrabbli oddzielała mnie tylko cienka warstwa szyby. Podejmując się gry raczej szybciej zjadłabym planszę niż dotrwała do końca. Na szczęście to tylko początek, krakowska manufaktura przepełniona jest magią niemal tak samo jak bajkowa fabryka Williego Wonki.

Otwieram drzwi. Stop. Na wejściu wita nas wodospad płynnej czekolady, a tuż obok miła Pani w białym kucharskim ubraniu samodzielnie wypełniająca czekoladowe formy. Bo wszystkie praliny, czekoladowe lizaki, kakaowe tabliczki są tu wyrabiane właśnie własnoręcznie. Sami możemy podejrzeć wytwarzanie słodkości i może chociaż tworzenie tak niesamowitych kształtów może być ciężką pracą, widać, że tutaj sprawia to wszystkim radość.

Serca z białej czekolady, świeżutkie, dopiero co były wyjmowane z foremek, jeszcze chwila i trafią na półkę w sklepie, do którego wchodzimy następnymi drzwiami. Odkrywając Manufakturę czułam się jak Charlie ze złotym biletem: witryna i czekoladowe plansze, pierwsza wnęka i produkcja, którą widziałam na oczy, następne drzwi, jeszcze dalej i dalej...




Jeśli w pierwszej wnęce roznosił się zapach czekolady, za kolejnymi drzwiami musiał kryć się raj dla czekoladoholików. I nic bardziej mylnego. Przekroczyłam próg i nie miałam zielonego pojęcia na co spojrzeć, a tym bardziej czy ruszyć wprost - w kierunku długiej lady z pralinkami, skierować się w lewą stronę, gdzie znajdowały się półki przepełnione czekoladowymi tabliczkami czy na prawo. Tam czekały małe, średnie, duże zapakowane już figurki, lizaki albo orzechy otulone czekoladą.

Swoją drogą ekspedienci muszą być tam bardzo wyrozumiali, wielka lada pełna pralin, gdzie jedyna nazwa, która mi coś mówi to "trufla klasyczna". Mogłabym słuchać o smaku każdej z nich, a ostatecznie skusiły mnie lwowskie amorki (Lekki krem na bazie mlecznej czekolady pokryty migdałowymi płatkami)  i maginifica (Krem o smaku malinowym na bazie białej czekolady). Nie mogłam nie spróbować klasycznych trufli pokrytych kakao - wspaniałe w smaku! Kupiłam dodatkowo tabliczkę "Krakowskiej ekskluzywnej", która jeszcze leży zamknięta.

 Poniżej kostki z mlecznej czekolady z ciemniejszym wzorkiem, w Manufakturze lepiej znane jako "Cesarzowe Sisi", czyli krem orzechowy z nutą brandy w otulinie z mlecznej czekolady oraz te ciemniejsze, z tabliczką z napisem "Sofi" - delikatny orzechowy krem z chrupiącym karmelem pokryty ciemną czekoladą.

       


27 komentarzy:

  1. Z 10 lat mieszkałam w Krakowie i teraz dopiero się dowiaduję, że coś takiego jest. No ładnie ;) W którym miejscu jest ta Manufaktura?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na ulicy Szewskiej pod numerem 7 :) Zaraz obok Rynku Głównego

      Usuń
    2. też o niej nie wiedziałam, a te wszystkie słodkości wyglądają naprawdę zachęcająco!

      Usuń
  2. Czyli przechodziłam tamtędy najmniej 2 razy na dzień :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W poprzednią sobotę były jej pierwsze urodziny, chyba czas zawitać znowu do Krakowa! :)

      Usuń
  3. Nie chce mi się tu wczytywać coś okienko odpowiedzi. No widzisz, rozjaśniłaś sprawę. Jak pierwsze urodziny, to jestem wytłumaczona, bo wyprowadziłam się 3 lata temu :) A w Krakowie będę w drugiej połowie maja, bo mam prowadzić jakieś szkolenie parę metrów od Rynku, więc nie omieszkam obadać obiektu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest okazja, żeby wybrać się do Manufaktury. Szczerze polecam, każdy wychodzi tam obkupiony w słodkości :D Ja w ciągu trzech dni w Krakowie byłam tam chyba aż 5 razy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A mi się bardzo podobają te serduszka z białej czerolady - Słodkie! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam tam, byłam! :) I uznałam, że to po prostu obłędne miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  7. czytałam o Manufakturze, a teraz widzę, że powinnam obowiązkowo się tam wybrać! przy Twoim poście dostaję ślinotoku na widok tych wszystkich wspaniałych słodkości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zakochałam się w tym miejscu.
    Odliczam do kolejnej wyprawy po zakątkach Krakowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, znad morza daleko mam do Krakowa, ale jak znajdę jakieś równie ciekawe miejsce z pewnością coś o nim napiszę :)

      Usuń
  9. Już wiem gdzie pójdę jak będę następnym razem w Krakowie. Bardzo fajny wpis i zdjęcia. Dzięki, z chęcią z niego skorzystam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja się zastanawiam,jak ,,mila Pani'' daje rade tam pracować,chyba przeszła jakieś odczulanie na czekoladę,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę się tam wybrać i to jak najszybciej! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O rajuśku. To jest u nas, tak po prostu można zobaczyć gołym okiem i powąchać? No nie ma wyjścia, jadę:)

    OdpowiedzUsuń
  13. oj chyba czas na deser.....ja rzucam właśnie nałóg słodyczowy- zastępuję je suszoną żurawiną do kawki- polecam! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie to by się raczej nie sprawdziło :D

      Usuń
  14. wow, ile czekolady ;) fajna wizyta w krainie przyjemności ;) hehe ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękujemy za wizytę i obszerną relację!
    Zapraszamy częściej, nie tylko do Manufaktury, ale w ogóle do Krakowa!
    Do zobaczenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością jeszcze kiedyś do Was zajrzę :)

      Usuń
  16. Kocham Kraków i to miejsce:) Ale mi się miło zrobiło, jak zobaczyłam te zdjęcia na Twoim blogu;) Bardzo tu ciekawie, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Że też czekolady nie można jeść bez końca, tylko prędzej czy poźniej odbije się to i na rewolucji żołądkowej i rewolucji wagowej... :)
    Ale w takim miejscu nie skusić się na czekoladkę, to istny grzech^^!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja chcę czekoladę:) Aż się wybiorę do Krakowa:)

    OdpowiedzUsuń
  19. co fakt to fakt, tam po prostu człowieka przyciąga :)

    naprawdę pyszności :)

    OdpowiedzUsuń

Truskawki się cieszą na każdy miły komentarz :)