Makaroniki




Przed maturą mam 84015201 innych rzeczy do roboty, na przykład pieczenie makaroników. Wymagają u mnie zaplanowania pieczenia z wyprzedzeniem kilkudniowym. 3-4 dni na szukanie zmielonych migdałów (nigdzie nie mogłam ich dostać!) i jeden dzień na "schnięcie" białek. Idealnie aby przetrwać 5 dni do weekendu :D Słodkie bezy możecie przełożyć ulubionym kremem, ważne aby nie był zbyt "mokry". Idealny będzie gęsty czekoladowy ganache, krem na bazie nutelli lub mascarpone. A do samego przygotowania waga kuchenna obowiązkowa!
Zapomniałabym, jestem wzorcowym przykładem, że makaroniki można przygotować bez miksera, a wyłącznie przy użyciu rózgi ;)



Składniki na 1 blaszkę makaroników:

50g białek (około 2)
60g zmielonych migdałów (waga po przesianiu)
100g cukru pudru
25g drobnego cukru
barwnik spożywczy (użyłam barwnika w proszku rozpuszczonego w odrobinie wody)


Przygotowanie:

Dzień wcześniej białka przekładamy do kubeczka i ustawiamy je na blacie bez przykrycia. Najlepiej, żeby "schły" od 24 do 36 godzin.

Zaczynamy od przygotowania migdałów i cukru pudru (100g). Przesiewamy migdały, aby żaden większy okruszek nie dostał nam się do masy, to samo robimy z cukrem pudrem. Białka ubijamy na sztywną pianę, pod sam koniec ubijania dodajemy 25g cukru i ubijamy jeszcze przez 2-3 minuty. Stopniowo, w kilku partiach, dodajemy wymieszane ze sobą migdały z cukrem. Bardzo delikatnie mieszamy szpatułką. Na sam koniec dodajemy barwnik.

Masę przekładamy do rękawa cukierniczego/szprycy z okrągłą tylką. Makaroniki wyciskamy na specjalną matę do makaroników lub blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i obsypaną kaszą manną (do samego papieru mogą się przykleić). Zostawiamy między nimi odstępy, bo masa odrobinę się rozleje. Makaroniki zostawiamy do wyschnięcia na około godzinę (w zależności od miejsca, w wilgotnym pomieszczeniu potrwa to dłużej). Po tym czasie na makaronikach powinna się utworzyć skorupka, a po dotknięciu nie będą się kleić.

Makaroniki pieczemy w 150 stopniach przez 7-10 minut. Po wyjęciu, zostawiamy na chwilkę do przestygnięcia i przenosimy na kratkę do całkowitego wystudzenia.

10 komentarzy:

  1. No proszę - nie wiedziałam, że obie jesteśmy tegorocznymi maturzystkami! :) Miło wiedzieć.

    Makaroniki wyszły Ci piękne. Może to i wstyd, ale ja jeszcze nawet nigdy nie jadłam tych słodkości. Koniecznie muszę to nadrobić, bo prezentują się naprawdę cudnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwaga, bo wciągają. Robiłam je przez kilka dni z rzędu :D

      Usuń
    2. Ja też nigdy nie jadłam makaroników, pieczenie mnie ominęło.. kiedyś muszę nadrobić zaległości. Twoje wyglądają uroczo, pastelowe makaroniki to mój typ :)

      Usuń
    3. Chciałam napisać dokładnie to samo (o makaronikach, bo matura to już dawno za mną ;)), wstyd, jeszcze ich nie robiłam.. muszę się w końcu przemóc, ale boję się, że nie wyjdą mi takie ładne jak Twoje ;))

      Usuń
  2. Koniecznie muszę zrobić, koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. jakie urocze! Idealnie wyglądają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najtrudniejsze z ciasteczek jak dla mnie... Jeszcze ani razu mi nie wyszly w 100% tak jak powinny :D Twoje są piekne!
    Pozdrowienia, P.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tak mam przed każdym kolokwium, to normalne - dużo przyjemniej siedzieć w kuchni niż się uczyć. A makaroniki podręcznikowe wręcz <3

    OdpowiedzUsuń

Truskawki się cieszą na każdy miły komentarz :)